Gemcraft albo dlaczego mam za to płacić?

No i stało się Gemcraft 2: Chasing Shadows. jest pierwszą grą z cyklu dostępną poza stronami typu Armor Games czy Kongregate. Każdy kto chce może ja kupić na steamie. Zaraz? Kupić?!  Przecież gra jest darmowa więc po jakiego czorta ktoś miałby za nią płacić? No ale po kolei. Najpierw może parę słów o samej grze. Czy warto w ogóle zawracać nią sobie głowę? To oczywiście pytanie retoryczne. Jak wspominałem ostatnio Gemcraft to ścisła czołówka gier  z rodzaju Tower Defense. Można się spierać czy lepszy jest Defense Grid, czy może Defendef’s Quest ale byłyby to dyskusje czysto akademickie. Gemcraft jest na pewno w pierwszej trójce i to nie podlega dyskusji. 🙂

Czym Chasing Shadows różni się od poprzednich części? Trzon rozgrywki pozostał oczywiście bez zmian. Plansza na której stawiamy wieże, pułapki i inne pomocnicze konstrukcje by uniemożliwić potworom dojście do naszej bazy (Power Orb). Gdy nasza obrona jest zbyt słaba i potworów jest zbyt wiele – przegrywamy. Obszar gry podzielony jest na 24 heksy, które odkrywamy w miarę rozgrywki. Na każdym z heksów mamy 7-8 pól co w sumie daje ponad 200 plansz. Część z nich to zwykłe pola a niektóre to tak zwanie Vision Fields. Stanowią one spore wyzwanie dla osób nieobeznanych z mechanika gry. Dostępne są na nich tylko niektóre kolory klejnotów, dodatkowo nie działają skille więc trzeba czasem solidnie zastanowić się jak skonstruować naszą obronę by nie zostać zmiażdżonym przez hordę robali.

Na początku rozgrywki dostępne jest jedno pole oraz najniższy stopień trudności (Looming). Nie mamy też odblokowanych, żadnych ulepszeń (Skills) ani cech (traits) dzięki którym podnosimy mnożnik punktów. Pokonując kolejne pola podnosimy nasz poziom (Wizard Level) dzięki czemu odblokowujemy kolejne skille i cechy.  Właśnie w zależności od naszego poziomu można wydzielić trzy etapy rozgrywki.

WL  1-200 – przejście gry, odblokowanie wszystkich skilli, traitów i pól

WL 200-1000 – przejście wszystkich pól na najwyższym stopniu trudności

WL  powyżej 1000 – sanbox – maksowanie wyników, tryby Endurance, Iron Wizard,

W sieci można znaleźć sporo poradników jak skutecznie i szybko levelować. Jak konstruować farmy many, killergemy (klejnot majacy za zadanie dobijać stwory o dużej liczbie HP ) i managemy (kluczowe na wyższych poziomach. Nasze źródło many bez którego nie damy rady się wystarczająco rozwinąć) . Jest nawet program wyliczający jakie obrażenia zadaje klejnot zbudowany w określony sposób. O ile na niskich poziomach nie ma to decydującego znaczenia o tyle przy tysiącach nacierających stworów każdy dodatkowy punkt obrażeń jest na wagę złota.

Samo przejście gry czyli dojście w okolice 200 WL zajmuje 40 do 50 godzin a tak naprawdę to dopiero początek zabawy.

No i tu dochodzimy do tytułowego pytania. Czy warto zapłacić za grę która oferuje co najmniej 40 godzin zabawy? Czy warto wesprzeć twórcę, żeby mógł przysiąść do pracy nad kolejną częścią. Bo kolejna część oczywiście jest w planach. Znając jednak Petera i jego aktywność na forach i innych mediach społecznościowych dowiemy się o tym później niż prędzej.

Wersja steam oferuje nam możliwość gry na pełnym ekranie, kilka dodatkowych plansz oraz ponad 400 (!) osiągnięć. Niektóre z nich wpadają samoistnie podczas gry inne dostępne są tylko na określonych polach i wymagają „przyłożenia” się do nich. Żeby nie było tak słodko… Gemcraft napisany jest we flashu i nawet wersja steam korzysta z Adobe AIR. W efekcie przy kilku tysiącach (tak, kilku tysiącach) przeciwników potrafi czasem „chrupnąć”.

Oczywiście namawiam do zakupów i wspierania twórców niezależnych. Jeśli nie za pełna cenę to przynajmniej podczas promocji/wyprzedaży.