Don’t open the doors!

Don’t open the doors!  Nie otwierajcie drzwi!

To był całkiem spokojny świat. Można było spokojnie siedzieć i pic herbatkę aż tu nagle wszędzie zaczęły pojawiać się drzwi. Żeby tylko pojawiać! Najgorsze, że to co znajdowało się w ich pobliżu nagle zaczynało mówić, skakać a najchętniej pożreć przerażonych mieszkańców.  I tu wkracza nasz bohater (czyli my). Mówiąc szczerze do bohatera mu dość daleko ale tak się wszystko posplatało, że tylko on może uratować świat.

Don't open the doors!

Właśnie. Świat. Świat jest niesamowity. W ogóle to chyba do tej pory nie napisałem, że „Don’t open the doors!” to gra z gatunku „action adventure” gdzie jak to zwykle bywa losy świata zależą od nas. Tylko ten świat to świat plastelinowy.  Wszystko jest ręcznie ulepione i animowane klatka po klatce. Nasz bohater, przeciwnicy, NPC, rośliny. Każda rzecz jest ulepiona i dużą część z nich możemy rozgnieść na placek używając pokaźnych rozmiarów młota. Oczywiście musimy odszukać w tym świecie źródło zła i je zniszczyć. A właściwie nie w tym świecie tylko za drzwiami.

20161112222351_1

Jedynym minusem jak do tej pory jest sterowanie. Grając przy pomocy myszki i klawiatury mam czasem kłopot z dokładnym pójściem tam gdzie chcę (ważne ze względu na śmiercionośne pułapki) oraz z precyzyjnym waleniem młotem w przeciwników (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego jest to istotne). Mimo tego „Don’t open the doors!” zdecydowanie wygrywa oprawą graficzną i humorem.  Są tu gadające grzyby, dynie. Nasi przeciwnicy i towarzysze tez są nieco „zakręceni”.

Polecam miłośnikom nie do końca typowych, zakręconych gier.

Opisywana pozycja dostępna jest na platformie steam.

 

Posted Under