Czytać na okrągło z Legimi.

W poprzedniej części moich wspominek dotarłem do momentu gdzie  praktycznie przestałem czytać.  Ot czasem jakiś „Fenix” w przedziale pociągu i to tylko do momentu gdy się w ogóle ukazywał. Co jakiś czas obiecywałem sobie, że kupię znowu jakąś książkę. Zawsze jednak kasa było potrzebna na coś innego.  Równocześnie  dookoła znikały ksiegarnie, świat stawał się coraz bardziej cyfrowy.

Nagle okazało się, że prawie każdą książkę można ściągnąć z internetu.  Nie kupić ale po prostu wrzucić tytuł w wyszukiwarkę i bez większych problemów znaleźć niemal wszystko co akurat chce się przeczytać. Powiem szczerze, że nawet ściągnąłem kilka tytułów. Wylądowały na dysku i zaginęły w jego czeluściach. Pomijając kwestie legalności pobierania czegokolwiek z sieci okazało się, że po prostu nie umiem czytać z ekranu. Co innego przeglądanie serwisów internetowych a co innego nieruchome siedzenie i CZYTANIE. Okazało się, że to po prostu nie dla mnie.

Kolejną opcją do rozważenia okazały się czytniki. I znowu kilka barier. Kogo tylko pytałem mówił, że jeżeli w ogóle kupować czytnik to tylko Kindle. To niestety oznaczało jednorazowy wydatek kilkuset złotych. Znowu bariera nie do przebicia.  Co gorsza nikt ze znajomych nie miał takiego cuda. Nie mogłem więc sprawdzić czy taki sprzęt w ogóle będzie mi odpowiadał.  Ja się zastanawiałem a czas mijał… Technologia e-papieru powoli upowszechniała się. Już nie tylko kindle ją wykorzystywał.   Wciąż jednak nie mogłem się zdecydować. W końcu pojawiła się oferta Legimi.

Najprościej mówiąc jest to internetowa biblioteka. Za dostęp do niej płaci się abonament. W tej chwili dostępnych jest w niej 18 tysięcy ebooków. Raczej każdy może tam coś dla siebie znaleźć.  Mnie skusiło to, że w jednej z opcji  abonamentu, Legimi dodaje czytnik za złotówkę. (Tak. Wiem, że w sumie nie za złotówkę tylko cena czytnika jest rozkładana na raty w ramach wyższego abonamentu ale mi taka opcja odpowiadała. )  Wreszcie oferta na którą mogłem się szarpnąć. Sprawdziłem jeszcze tylko czy wśród tych tysięcy ksiązek jest coś ciekawego. Było. Zakupiłem i wkrótce stałem się posiadaczem czytnika inkBook Onyx.

To był pierwszy czytnik jaki miałem w ręku. Jedyna istotna dla mnie rzecz to była możliwość ustawienia własnej wielkości czcionki. Oczywiście dało się. Było super. Nie przeszkadzały mi nawet dość częste zawieszenia się,  bateria która dziwnie szybko się rozładowuje czy toporne włączanie. Można było czytać ile się chciało a o to przecież chodziło. Aż pewnego dnia…

Był wrześniowy, słoneczny dzień. Poprzedniego wieczoru zostawiłem inkbooka, żeby się naładował. Sięgam po niego. Otwieram etui a on jakoś dziwnie wygląda i nie chce się normalnie włączyć. Co się stało? Dokładnie nie wiem. Prawdopodobnie ktoś na nim usiadł.  Pękła szybka, wyświetlacz. Okazało się, że w przypadku czytnika to praktycznie śmierć urządzenia. Koszt wymiany ekranu to 80% ceny. DRAMAT.  Z konieczności zacząłem używać aplikacji Legimi na smartfonie. To jednak zdecydowanie nie to.

Jakimś cudem po kilku miesiącach udało mi się nazbierać na nowy czytnik. (W tym miejscu dziękuję za pomoc. Zainteresowani wiedzą o kogo chodzi. 🙂 ) Z końcem roku, tuż przed sylwestrem stałem się posiadaczem nowszego inkBooka o kryptonimie Obsidian.

Jest wyraźnie lepszy od swojego poprzednika. Nie wiesza się, startuje bez problemów, bateria trzyma dłużej. Jedyny mankament to nierówne podświetlenie.  Góra jest wyraźnie ciemniejsza. Nie przeszkadza to zbytnio ale jest zauważalne.

Jeśli nie masz czytnika to oferta Legimi jest jak najbardziej godna rozważenia.

Na sam koniec drobna uwaga. Dbajcie o ekrany w czytnikach. Nie spodziewałem się, że drobna kontuzja może skutkować wywaleniem sprzętu do kosza. Nie przyszło mi do głowy, że taki wyświetlacz jest znacznie bardziej wrażliwy od „telefonicznego”. Nawet etui czasem nie pomoże.